Obojętność jest mi obca

***

Wysiadam pod domem z samochodu. Jest noc, wczesna wiosna, więc wciąż dość chłodne powietrze. Czuć zapach sosen i jodeł z pobliskiego lasu. Otwieram furtkę od domu…

I nagle słyszę ryk. Jakieś zwierzę! To krzyk rozpaczy i bólu. Gdzieś blisko, na wprost, za siatką, jakieś 100 metrów, w opuszczonym i zarośniętym sadzie sąsiada. Wpadam w panikę, biegnę do domu po latarkę, może zabiorę cęgi do drutu…

W mojej głowie kłębią się obrazy sprzed trzech lat, kiedy to pies podczas spaceru znalazł sarnę uduszoną w sidłach… Pewnie znów sąsiad zaczął „polować”. Co robić? Co robić?? Biegam nerwowo…

Zapada cisza.

 2008

2008 – Port Talbot, Wielka Brytania, około 23:00

Szykuję się do wyjścia, dziś mam nocny dyżur w szpitalu. Wchodzę jeszcze po coś do sypialni na piętro.

Przez okno z ciemnego pokoju, w świetle latarni dostrzegam sylwetkę mężczyzny. To nikt ze znanych mi sąsiadów, stoi plecami do mnie, pali papierosa i patrzy się w ciemne okna domu po drugiej stronie ulicy. Hmmm, dziwne…

Wracam do kuchni, muszę naszykować sobie kanapki. Mija kwadrans i znów rzucam okiem na ulicę. Mężczyzna nadal tam jest! Teraz przypominam sobie, że od kilku dni w radiowych wiadomościach policja lokalna informuje o włamywaczach w okolicy, proszą o zamykanie drzwi ogrodowych i okien, proszą o zgłaszanie podejrzanych sytuacji i osób. Waham się…

Czy stojący przed domem obcy mężczyzna, to już „sytuacja podejrzana”? Czy powinnam zadzwonić? Jestem Polką, usłyszą po akcencie, pewnie nikt nie potraktuje mnie poważnie… Czekam jeszcze chwilę, mężczyzna stoi.

Trudno. Dzwonię. Dyżurny przyjmuje zgłoszenie, jest bardzo uprzejmy i zadaje bardzo rzeczowe pytania, odpowiadam najlepiej, jak potrafię. Po chwili wychodzę z domu, muszę jechać do pracy. Tymczasem mężczyzna rozpływa się w ciemnościach gdzieś za rogiem.

W pracy jest spokojnie, w gabinecie próbuję choć trochę przymknąć oczy. Budzi mnie telefon. Kto dzwoni o tej porze? Odbieram. To kobieta, przedstawia się – oficer śledczy. Dzwoni, aby dowiedzieć się, czy bezpiecznie dotarłam do pracy i czy wszystko u mnie w porządku, dziękuje mi za obywatelską postawę i czujność.

Sprawcy włamań zostają ujęciu w ciągu kolejnych 48 godzin, o czym lokalna rozgłośnia informuje kilka razy dziennie, powtarzając, że mieszkańcy mogą już spać spokojnie. Jestem wzruszona…

 1995

1995 – Łódź, Polska

Mieszkanie w wielopiętrowym bloku u moich rodziców, pokój gościnny, który zajmuję od kilku dni.

W nocy budzą mnie głosy, „wychodzą” ze ściany, przy której trzymam głowę. Gadająca ściana, hahaha… Przykładam ucho. Teraz słyszę wyraźnie. Płacz i szloch kobiety miesza się z ciętymi jak brzytwa słowami mężczyzny. Padają obelgi, potem słychać uderzenia i znów szloch i płacz kobiety. Trwa to jakieś 20 minut. Nie mogę zasnąć.
Rano przy śniadaniu, opowiadam o zdarzeniu rodzicom.

– No tak. To na IV piętrze, on pije i bije ją czasami… – rodzice mieszkają na IX, dziwię się, że tak słychać wszystko.
– Cienkie ściany, w bloku w nocy niesie…
To inni sąsiedzi też słyszą? Pewnie tak. Zatem wszyscy o tym wiedzą…
– Jak to, wiedzą i nikt nie reaguje? – dziwię się.
– Ty to naprawdę zdziwaczałaś w tej Ameryce. To nie są nasze sprawy, to ich sprawy rodzinne – pokłócą się, a potem pogodzą.
– Ale on ją bije! Policja co na to?
– A co policja może?? Nic. Przyjadą, widzą, że kłótnia domowa i zabierają się, przecież nie będą się wtrącać.
– Ale, jak to?? – dziwię się dalej. – Tak to – otrzymuję w odpowiedzi…

Spotykam sąsiadkę w windzie, ma spuchniętą twarz. Kiedy patrzę na nią, zaciska mi się gardło, chcę coś powiedzieć, ale sama nie wiem co… Nie chcę postawić jej w niezręcznej sytuacji, udaję, że nie widzę i uśmiecham się głupawo, jak gdyby nigdy nic…

 29

29.07. 2005 wraz ze zmianami z 24.08.2015 –  ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie

W świetle nowelizacji z 2015r., przemoc jest przestępstwem ściganym z urządu. Dziś każda instytucja – szkoła, przedszkole, przychodnia lekarska, OIK, czy policja ma obowiązek, wszczęcia postępowania zwanego „niebieską kartą” w sytuacji podejrzenia zaistnienia sytuacji przemocy – czy fizycznej, czy psychicznej. Obecna ustawa umożliwia pociągnięcie do odpowiedzialności osoby, które „mają wiedzę..i ukrywają” czyny noszące znamiona przestępstw użycia „przemocy”.
Dwadzieścia lat zajęło polskiemu ustawodawcy, zrozumienie, że ofiara, doświadczająca przemocy wzywa policję ( bo interwencja „zatrzymuje” na jakiś czas sprawcę) i nie wnosi sprawy do sądu, bo zwyczajnie boi się i jest ofiarą, którą cechuje poczucie braku sprawczości, bezsilności, wstydu i zależności…. osoby doświadczające przemocy, sięgają po pomoc psychologiczną, bo wiele lat od zdarzenia, nie są w stanie poradzić sobie z lękiem i światem wewnętrznych, rozchwianych emocji… Nareszcie, ktoś zrozumiał i wyciągnął do nich rękę!!

 1941

1941 – Garwolin, koło Warszawy

Na małej stacji kolejowej jest dziś wyjątkowo tłoczno. Z jednej strony ustawieni w rzędach – kobiety, dzieci i mężczyźni z małymi walizeczkami. „Tylko bagaż podręczny!” – informacja udzielana jest wszędzie. Tuż obok, mężczyźni w długich płaszczach – sprawdzają dokumenty, pokrzykują w nieznanym języku, czasami poszturchują wsiadających do wagonów.

Za nimi na stacji pojawiają się tzw „gapie”. Gapie nie zatrzymują się, przechodzą, zerkają, przystaną na chwilkę, jakby wypatrując znajomej twarzy i szybko odchodzą. Nagle jeden z gapiów śmielej podchodzi do ustawionych w rzędach ludzi, próbując przebić się przez mundurowych, wypatruje znajomego – widzi, macha, krzyczy w emocjach: „- Józek, Józek, gdzie Was zabierają??” a potem zwraca się po niemiecku: „- Gdzie zabieracie naszych…??”

Nie kończy. Ciepło ogarnia cały brzuch, potem ostry ból i mężczyzna pada na kolana, i jeszcze raz – ciepło i ostry ból, tym razem w plecach. Jakieś „przyjazne” ręce szybko podnoszą go i wciągają w tłum, odnoszą do domu….

W domu żona, krzyczy do najstarszego z ośmiorga synów „- Pędź po lekarza, ojca pobili”. Po kilku godzinach, pada diagnoza – pęknięta śledziona. „- Jak Pan ma jeszcze coś do zrobienia, powiedzenia, to teraz jest ostatni moment”. Mężczyzna umiera w ciągu najbliższej doby.
Wojna zabiera jeszcze czterech jego synów. Giną, bo nie potrafią być obojętni. Giną, bo protestują. Protestują, jak mogą najlepiej, utrudniając działania okupantom. Nie potrafią być obojętni…

Ten mężczyzna ze stacji, to był mój pradziadek.

***

***

Boję się. Nie pójdę sama do lasu. Przecież i tak wszystko ucichło. Jeśli był to jeleń, który złapał się w sidła, i tak już nie żyje.

Dzwonię na policję. Znają dobrze sąsiada. Oficer prosi mnie o dane, waham się, ale przecież jest ochrona danych osobowych, więc, podaję, a za dwie godziny otrzymuję sm-y od innych sąsiadów, „czy to ja dzwoniłam…, bo teraz to suki wyją, a może to ktoś psa przejechał, może to szakal?” . Czuję się jak wariatka, której coś się „ubzdurało” i zastanawiam się, jak działa ochrona danych w Polsce…

Ach – myślę sobie – dobrze, że w ogóle ktoś przyjechał. Dobrze, że oficer, z którym rozmawiałam był trzeźwy. Nasza rozmowa była nagrywana. Jeśli zechcę, mogę złożyć skargę o naruszenie danych osobowych. Dziś, dzięki nagraniom wszystkich rozmów interwencyjnych, mam pewność, że policja i inne służby muszą podjąć interwencję, nie mogą zlekceważyć obywatela.

***

***

Drogi Czytelniku! Pewnie zastanawiasz się o co mi chodzi, czego właściwie ja chcę?

Sama nie wiem… Już taka jestem… Donoszę i/lub „uprzejmie informuję”. Zatrzymuję się, gdy widzę wypadek, wysiadam i pytam, czy ktoś potrzebuje pomocy. Gdy widzę potrąconego psa, też zatrzymuję się i zabieram zwierzę do weterynarza. Taka jestem…

I możesz być pewien, Drogi Czytelniku, że gdy nasze drogi spotkają się, w różnych okolicznościach – na przykład wtedy, gdy zimą pijany będziesz „przysypiał” w parku – ja zareaguję. Albo wtedy, gdy przewrócisz się na drodze i będziesz leżał nieprzytomny – ja zareaguję. Albo wtedy, gdy uderzysz swoje dziecko i będziesz je wyzywał. Albo wtedy, gdy zamieszkasz w pobliżu i rozstawisz nielegalnie sidła. Nawet wtedy, gdy owo „pobliże” jest Twoim zapuszczonym sadem – ja zareaguję… Będę każdego dnia w tym sadzie, szukając Twoich stalowych, przyczepionych do drzew, śmiercionośnych sideł… Już taka jestem.

Widzę, słyszę i czuję. Obojętność jest mi obca.