Wspierające historie – sobota

Sobota rano.

Wstaję wcześnie. Mój zegar biologiczny nie rozpoznaje dni wolnych od pracy, kiedy można dłużej się polenić w łóżku. Jak zwykle zaglądam do pokoi dzieci i przykrywam kołdrą wystające stopy. Coraz większe. Stopa Zuzi mierzy sobie 26 cm. A to dopiero 17 lat. No cóż dzieci rozwijają się coraz szybciej.

Za chwilę, gdy mój wzrok zatrzymał się na rozłożonym na biurku zeszycie z równymi rzędami drobniutkiego pisma przekonałam się , że nawet jeszcze szybciej niż myślałam . Pewnie to zeszyt do polskiego, pomyślałam. Jakie pilne dziecko. Nie dokończyła wczoraj oglądać filmu w telewizji i poszła do swojego pokoju, żeby przygotować się na korepetycje z angielskiego. Tak powiedziała tacie.

Gdy przeczytałam: „Olek wrócił wkurwiony…” pomyślałam, że to raczej nie wygląda na wypracowanie z polskiego. Przy kolejnym zdaniu poczułam jak zimne dreszcze przebiegają mi po kręgosłupie – „…poszliśmy do kuchni się najarać…” , „urwał mi się film…”. Czy ktoś w tym pokoju rozpalił jakieś gigantyczne ognisko?? Gorąco tu jak w piekle! „Pati rucha się w czerwonym pokoju bólu…”. Czuję, że moje serce wali tak głośno, że obudzi wszystkich w domu. „Sandra poszła z Tomkiem do jego domu. Chuj wie czemu…”. Nie! To niemożliwe! To nie moje dziecko! Oddajcie mi moje dziecko! Moją małą, grzeczną córeczkę!

Po głowie skaczą tysiące myśli niczym stado rozwścieczonych małp, zamkniętych w ciasnej klatce – to nieprawda, to innym przytrafiają się „takie” problemy, nie nam. To nieprawda, że ona używa „takich” słów, okłamała nas. Obdarzyliśmy ją 200% zaufaniem. Pozwoliliśmy jej pójść na prywatkę sylwestrową. Jak ona mogła!

Czułam się zła, wściekła. Nie wiedziałam co z tym zrobić. Powiedzieć mężowi? Nie. Wiadomo co by powiedział. Hmm, powiedział: WYWRZESZCZAŁBY. Że to moja wina! Brak konsekwencji, kontroli, za dużo swobody, za mało wymagań, on przecież zarabia, a to ja wychowuję dzieci, a jak to właśnie widać … itd. itp. Byłoby mi jeszcze ciężej. Jeszcze trudniej. Muszę znaleźć rozwiązanie sama. Umiesz liczyć, licz na siebie.

No więc siedziałam cały dzień jak na bombie, ciągle pokrzykując na Zuzię, która bez słowa znosiła moje wybuchy. Miałam ochotę rozerwać ją na strzępy. Gówniara! Jak ona mogła!! Dusiłam w sobie wszystkie te emocje – złość, rozczarowanie, zawód. Na mojej klatce piersiowej zaparkował jakiś pług śnieżny. Ciężko oddychać. Ciężko myśleć. Co za złośliwa przewrotność losu. W jednej chwili sielski sobotni poranek przemienił się w źródło udręki. Za mało się interesuję jej sprawami. Za mało z nią rozmawiam. Nie umiem tego robić. Staram się, ale robię to nieudolnie. Mam tego świadomość. No i co z tego, że ze mną też nikt nie rozmawiał. To żadne usprawiedliwienie. No cóż, to nie czas na obwinianie się. Kiedy łódź tonie, nie szuka się winnego lecz ratunku. Trzeba działać. Tylko jak? Od czego zacząć?

Nigdy wcześniej nie prowadziła pamiętnika czy czegoś w tym rodzaju. Dlaczego zrobiła to tym razem? Kilka stron i to drobnym maczkiem, napisanych za jednym zamachem bez zatrzymywania. Jakby pilnie potrzebowała ulgi przez wyrzucenie z siebie czegoś z czym nie potrafiła sobie poradzić. Napisała. Bo to było silne doświadczenie. Bo nie miała z kim o tym porozmawiać.

No dobrze. Załatwmy to między sobą. Tylko my dwie. Bez świadków.
– Muszę z tobą pogadać. Ubierz się. Wychodzimy – powiedziałam.
– A dokąd ? – spytała.
– Zobaczysz.

Wsiadłyśmy do samochodu bez słowa. Już nie byłam tak wściekła. Zuzia była milcząca. Domyślałam się, że nie spodziewa się niczego dobrego. Zajęłyśmy miejsce w samym rogu kawiarni, za parawanem, skąd nie byłyśmy dla nikogo widoczne. Zaczekałyśmy jeszcze w milczeniu dłuższą chwilę zanim Pani przyniosła herbatę i rogaliki z nadzieniem różanym.

Wzięłam głęboki wdech i opanowanym głosem powiedziałam :
– Zaprosiłam Cię tutaj, bo martwię się o Ciebie. Nie powinnam, ale przeczytałam to co napisałaś w zeszycie, który nieopatrznie zostawiłaś otwarty na biurku. Sądziłam że to zeszyt do polskiego, ale po pierwszym zdaniu już tak nie myślałam. Przeczytałam kolejne zdanie i kolejne aż przeczytałam wszystko.

– Napisałam to, bo chciałam ci to dać – powiedziała Zuzia.

Mmmm! Poczułam bolesne ukłucie w sercu. Nie uwierzyłam. Dlaczego mi to robi?

– Czuję się oszukana, okłamana, zawiedziona, rozczarowana – ciągnęłam dalej – obdarzyliśmy Cię zaufaniem. Zgodziliśmy się pozwolić Ci spędzić Sylwestra u Kamila. A tymczasem okazuje się, że byłaś na trzech różnych imprezach. Jeździłaś po nocy taksówkami. Czy przez chwilę pomyślałaś, jak bym się czuła, gdybym wiedziała gdzie jesteś i co robisz?

– No dobra, to jaką mam karę ? – spytała.
– Nie po to tutaj przyszłyśmy, żeby cię karać. Chciałabym wiedzieć jak się tam wtedy czułaś. Czy czułaś się dobrze, bezpiecznie, swobodnie? Czy wszystko tam było dla ciebie w porządku?

Po dziecięcej twarzy Zuzi popłynęły łzy. Nie takich słów się spodziewała.
– Ja tak nie chcę! Nie utrzymuję już z nimi kontaktów – powiedziała.
UFF! Co za ulga! Yes! Yes! Yes! Dzięki ci Panie! Jesteś wielki! Teraz będzie łatwiej.
– Skoro czułaś się źle, to dlaczego zwyczajnie nie wyszłaś ? – spytałam.
– Bo nie chciałam zostawić koleżanek.

– Wiesz Zuziu, w swoim życiu będziesz mieć do czynienia z różnymi sytuacjami. Czasami możesz czuć, że coś jest nie w porządku, ale nie bardzo będziesz wiedziała co. Wtedy najlepiej przeprosić i wyjść. Gdy dasz sobie trochę czasu odpowiedź przyjdzie sama i dowiesz się co było nie tak. Możesz też o tym z kimś porozmawiać. Zostałaś tam wbrew sobie, żeby nie zostawić koleżanek. To nie Twoje koleżanki wyszły z Tobą, mimo że widziały, że nie czujesz się tam dobrze. Takie sytuacje to dla ciebie źródło wiedzy. Czego możesz się spodziewać, czego oczekiwać, na co liczyć? Jak ważna jesteś dla tych osób? Czy jesteś dla nich na tyle ważna, że byliby gotowi dla ciebie opuścić zabawę Sylwestrową? Nie licz na to, że ktoś zadba o twój własny komfort. To ty sama musisz tego dopilnować. Nie kto inny. Zawsze też możesz przyjść i pogadać.

ale

– Ale ja nie potrafię. Nie umiem. Poza tym wy macie swoje problemy. Ciągle się kłócicie. Ty ciągle mówisz, że nie masz czasu dla siebie. Nie chcę wam jeszcze dokładać. Zawsze wszystko mam pod kontrolą.

Oj! Jak zabolało! Ile razy rzucamy słowa i nie zdajemy sobie sprawy, jak one są odbierane ? Nawet przez myśl mi nie przeszło, że tak to zrozumie. Uważajmy na to co mówimy! Słowa ranią. Jak żywe przed oczami stanęły obrazy z filmu „Pamięć wody”, w którym japońscy naukowcy badali, jak zmienia się struktura cząsteczek wody. Obserwowane pod mikroskopem kryształki lodu, powstające w obecności dźwięków muzyki Mozarta przybierały piękne, regularne kształty. Te które powstawały przy psychodelicznej muzyce przyjmowały bezkształtne formy.

Słowa takie, jak „nienawidzę cię” powodowały, że ryż zamoczony w wodzie pokrywał się pleśnią, a ten, do którego mówiono „kocham cię” zachowywał świeżość i się nie psuł. Aż strach pomyśleć, jakiej destrukcji dokonują takie negatywne komunikaty, jeśli są kierowane do drugiego człowieka. W końcu składamy się aż w 70% z wody. Przecież nikomu nie dalibyśmy skrzywdzić naszego dziecka, ale sami to robimy! Na dodatek zupełnie nie uświadamiając sobie tego.

No i co teraz mądralo powiesz ? Zatkało kakało! Myślałaś, że jesteś już mądra, bo przeczytałaś tyle książek, bo wychowałaś już jedno dziecko. A tu cios z pięści między oczy.

– Wiem córciu, że kłótni nie jest miło słuchać, ale kłótnie też są potrzebne, bo prowadzą do konstruktywnych rozwiązań, kompromisów. Poza tym, gdy ludzie się kłócą to znaczy, że nie są sobie obojętni, że im na sobie zależy. I wiem, że nie umiesz przyjść do mnie ze swoimi problemami. Nie umiem rozmawiać. Mam tego świadomość. I jest mi z tego powodu bardzo przykro. Nawet nie wiesz jak bardzo. Moi rodzice też ze mną nie rozmawiali. Nie miałam od kogo się tego nauczyć, ale próbuję. Najlepiej jak umiem. Wiem, że słabo mi to wychodzi, ale może mogłabyś dać mamie szansę i czasem przyjść, chociaż z czymś malutkim, całkiem malutkim, hm? Zgoda?

Wyciągnęłam do niej rękę, a ona płacząc wtuliła się we mnie.
Łzy dalej płynęły po policzkach mojej małej córci. Ale to już nie były łzy, które ranią matczyne serce. To były łzy zrozumienia. Łzy, które rozpuściły ciężar, który ta młoda istota dźwigała na swych barkach.
– No to chyba teraz możemy się wreszcie napić herbaty.
Dopiero teraz odpuściło napięcie i niepewność. To nic, że herbata już wystygła.

Atmosfera nieco się rozluźniła. Spytałam czy przeczytała książkę, którą dostała na gwiazdkę. Czy wie o czym ona jest. Powiedziała, że tak.
„Królestwo dziewczynki” Iwony Chmielewskiej to niezwykła książka o dojrzewaniu, kobiecości, delikatności, subtelności, intymności, tajemnicy. Zastanawiałam się jak ta książka się ma do tej rzeczywistości, w której Zuzia się znalazła owego wieczoru, aby przywitać kolejny rok swojego życia.

– Pewnie zastanawiasz się jaki będzie ten „pierwszy raz”, z kim, gdzie.
– Nie, nie zastanawiam się! Nie chcę mieć chłopaka. Wolę mieć dużo znajomych.
– Nie ma w tym nic złego. Pewnie nie jesteś jeszcze na to gotowa. Musisz wiedzieć, że seks w życiu człowieka jest bardzo ważny. A pierwszy raz jest szczególnie ważny, ponieważ rzutuje na całe życie. Chińczycy mówią, że jeśli do pierwszego współżycia dojdzie z poziomu głowy, bo na przykład akurat nikogo nie ma w domu, albo inne koleżanki już, a ja jeszcze nie, to nigdy, niezależnie od tego jak wyrozumiałego, czułego czy troskliwego partnera miałabyś, nie poczujesz takiej przyjemności z seksu, jaką mogłabyś, gdyby do tego pierwszego razu doszło z poziomu serca, gdyby za tym stało prawdziwe, głębokie uczucie. Seks to nie tylko współżycie. To gesty, rozmowy, spojrzenia, dotyk, wspólne gotowanie, wspólne oglądanie filmu.

– Możesz zjeść byle jaki obiad na niedomytym talerzu, na poplamionym obrusie, w jakimś obskurnym barze, w którym pracuje zasmarkana kelnerka z niedoczyszczonymi paznokciami i złuszczającym się lakierem, ale możesz też pójść do dobrej restauracji i zjeść smaczny obiad przy stole z białym obrusem, przy świecach i miłej muzyce. To kwestia wyboru. „Praca tworzy jakość”, to znaczy, im więcej planowania, starania, zabiegów, myślenia włożysz w daną pracę, tym efekt będzie silniej odczuwany, a jeśli zrobisz coś od niechcenia, nie przykładając się, to efektu możesz nawet nie zauważyć. Człowiek tym różni się od zwierząt, że ma wolną wolę. Może wybrać jak chce żyć – byle jak czy mieć jakość.

– W swoim życiu znajdziesz się nieraz w trudnej czy niezrozumiałej dla siebie sytuacji. Na swej drodze nie będziesz spotykać samych dobrych i szlachetnych ludzi. Te wszystkie sytuacje i ludzie to nie przypadek. To wszystko jest po to, żebyś mogła stać się tym, kim masz się stać. Żebyś umiała poradzić sobie zawsze i wszędzie. Pisz, jeśli czujesz, że to przyniesie ci ulgę. Bardzo dobrze, że to zrobiłaś. Że napisałaś o tym wszystkim, co ci się przydarzyło. Chociaż przyznam, że strasznie trudno było to czytać. Jeśli musisz użyć mocnych słów, użyj. One też służą uwalnianiu emocji.

Już nie płakała. Słuchała. Widziałam, że słowa zapadają w nią głęboko. Że je zapamięta. Gdyby tak moja mama mogła ze mną szczerze porozmawiać, gdy tego potrzebowałam, gdy byłam w ciąży i bałam się , albo gdy zaczynałam dojrzewać, albo gdy nie wiedziałam co robić w życiu, jaką szkołę wybrać. Jakim byłabym teraz człowiekiem ? Jakim człowiekiem byłby teraz mój syn, gdybym umiała i rozmawiała z nim, kiedy tego potrzebował? Może bardziej wrażliwym, może bardziej otwartym, wyrozumiałym, mądrym? Teraz to już nieważne. Tego już nikt i nic nie naprawi.

Teraz ważne jest to, że odbyłam pierwszą w swoim życiu prawdziwą rozmowę z moim dzieckiem. Rozmowę, która zbliżyła nas do siebie, pokazała, że ujawnienie swoich ciemnych stron, strachów, wątpliwości nie powoduje odrzucenia, a wręcz przeciwnie – prowadzi do większego zrozumienia i większej akceptacji siebie.

Lekcja zaliczona. Przechodzimy na poziom wyżej.