Jesteśmy tym, co jemy. Pomyśl Jak i Czym karmisz siebie.

Matka

Matka mojego przyjaciela, każdą nowo poznaną przez niego osobę, zapraszała na niedzielny obiad. Pochodzila z Azji i świetnie gotowała, więc wszyscy z radością przyjmowaliśmy jej zaproszenia. Pamiętam, jak raczej w ciszy, obserwowała nas…

Na przełomie naszej znajomości, w różnych sytuacjach życiowych, w których już jako młodzi, dorośli ludzie musieliśmy się odnaleźć, ona potrafiła wesprzeć nas słowem, historią lub drobnym upominkiem. Trafność jej wyborów, była nie raz zaskakująca. Kiedyś zapytałam, skąd tyle wie o mnie i zdradziła mi swój sekret: „ z obserwacji przy posiłkach… z tego jakie smaki lubisz, jak jesz – szybko, czy wolno.. a nawet z tego, jak nakładasz sobie jedzenie..” Było to dla mnie szokujące odkrycie.

Dziś wiem, że smaki które w danym okresie preferuję, mają związek z emocjami, które w sobie karmię lub które przeżywam. Odkryłam, że gorzki smak, koi gniew, a smak słodki wzmacnia pobudzenie i euforię, która dość szybko mija…

Wektor między nastrojem, emocjami i wyglądem a tym, co jemy, działa w obie strony. Zmiana diety i sposobu odżywiania, wpływa na nasze samopoczucie i odwrotnie – fakt, że czujemy się np „przygnębieni”, wpływa na to, że mamy ochotę na czekoladę, aby poprawić sobie humor.

Radykalna zmiana diety i eliminacja pewnych substancji, skutkuje stopniową zmianą predyspozycji psychicznych. Gdy przestajemy obciążać nasz układ pokarmowy nadmierną ilością cukrów i węglowodanów, okazuje się, że mamy więcej energii życiowej, a tym samym większą ochotę na działanie i ruch. Mamy większy dostęp do uczuć lekkości i radości, doświadczamy mniej gniewu, czy nienawiści. Mechanizm jest bardzo prosty, odkryli go już wiele lat temu Chińczycy. Ciężkie i surowe pokarmy, obciążają wątrobę i trzustkę, i to właśnie tam „zastaje się” nasza życiowa energia. Gdy układ pokarmowy może łatwiej trawić, automatycznie mamy więcej siły.

Oprócz

Oprócz tego, co jemy, ważne jest też jak – czy jemy w drodze, pośpiechu, czy raczej celebrujemy posiłki i stają się one dla nas chwilą zatrzymania, uważności, radości w gronie najbliższych.

Pamiętam zdarzenie kiedy to, córka znajomych nie chciała jeść warzyw. Znajoma używała malaksera i dziecko zawsze na talerzu znajdowało warzywną, zielonkawą papkę, na którą reagowało płaczem i niechęcią. Zainspirowana zdjęciami „buziek” układanych z warzyw w internecie, postanowiła ułożyć dla swojej córeczki „obrazek”. Mała była zachwycona, weszła całkowicie w nową zabawę i pochłonęła zielone brokułowe chmurki, marchewkowe drzewka i groszek 

Dziś restauracje prześcigają się w pomysłach na dekoracje i uatrakcyjnienie naszego jedzenia. To naprawdę wpływa na nasze zmysły i pobudza je do lepszego funkcjonowania.

Wszystkie te elementy – czas, atmosfera przy posiłku, forma podania, mają ogromne znaczenie. Bo tworzą i odżywiają nasze ciała. A warto zacząć zatrzymywać się i pochylać nad sobą i swoim ciałem z pełną miłości refleksją. Zobaczyć, co dziś dla siebie z Miłością przygotowałam, jakimi smakami się uraczę, jakim zapachem, kolorem zauroczę.. Warto, ponieważ wszystko, co przeżywamy na tej Ziemi dzieje się dzięki ciału – to ono zna odpowiedzi, to ono daje sygnały, kiedy coś się dzieję, to ono choruje, gdy przestajemy dbać o siebie.. To przez ciało widzimy, słyszymy, wąchamy i smakujemy, dotykamy i czujemy. To od niego zależy jakość naszego życia, od jego składu i tego, jakiego budulca dostarczamy naszym komórkom. Im lepszy budulec, tym lepiej będzie się czuło nasze ciało i tym stabilniejsza będzie nasza konstrukcja zarówno psychiczna, jak i fizyczna.

Życzę Wam uważności na siebie w każdym aspekcie – także w tym, co pijemy i co jemy.