O motywacji słów kilka

odwaga

Nie ma wielkiej odwagi tam, gdzie nie ma wiary we własne siły i pewności siebie;

połowa sukcesu zależy od przekonania, że osiągniemy to, co zamierzyliśmy.

Orison Swett Marden

Jak często

Jak często zdarza Ci się z czegoś zrezygnować? Jak często zatrzymujesz się w drodze do upragnionego celu? Ile razy zrezygnowałeś z realizacji swoich planów, nie wierząc do końca i pytając się wciąż siebie: czy to coś da? czy to, co zamierzam ma jakiś sens?

Ile razy podczas różnych czynności, nauki języka, czy po oblanym egzaminie z prawa jazdy, zadawałeś sobie pytanie: czy ja się do tego nadaję? i odpowiadałeś: Nie, ja chyba nie umiem. Nie potrafię. Już mam taki charakter, jestem.. zbyt nerwowy, zbyt zamknięty, zbyt nieśmiały… itd itd…

Pewnie każdy z nas zna to uczucie wszechogarniającej niepewności i lęku oraz towarzyszących pytań: czy to dobra decyzja? czy ja się do tego nadaję? czy dam sobie radę?

Zastanawiam się, jak często te wątpliwości, zatrzymują Was w drodze do obranego celu. Wyobrażam sobie, że te zdania, powtarzane w kółko, ułatwiają Wam decyzję o pozostaniu w domu albo wycofaniu, powrócenie do czynności, które są już dobrze znane, nie wymagają podjęcia ryzyka i jest pewność, że wszystko się „uda”. Bo, jak ma się nie udać, kiedy codzienność staje się rutyną?

Bezpieczna codzienność i unikanie nieprzyjemnych sytuacji, zwane jest w psychologii, ‚strefą komfortu’ – tu jest dobrze i bezpiecznie, nic od siebie nie wymagam, wszystko jest przewidywalne, pod kontrolą… Czasami pojawia się chęć działania, zmiany, potrzeba ruchu… i wtedy znów nadlatują, jak złe wrony, wątpliwości, pojawiają się najgorsze z możliwych scenariusze i lęk, wstyd przed porażką, przed nieprzyjemnym doświadczeniem, że coś nie wyszło. Jak wyjść z tego zaklętego kręgu niemocy i bezsilności? Co oznacza pozytywne nastawianie?

Pamiętam jedną z wypraw z plecakiem po górach. Był to kolejny dzień marszu, wszyscy byli już dość zmęczeni. W trakcie pierwszego etapu marszu złapał nas deszcz, mimo zmęczenia i przemoczenia, i dużej odległości do zaplanowanego celu, zdecydowaliśmy się pójść dalej. Okazało się, że trasa jest ciężka a dodatkowo, po deszczu kamienie były śliskie, znacznie spowolniło to naszą wspinaczkę.

W pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że nie znając trasy, przy tych warunkach pogodowych, podjęliśmy błędną decyzję… Droga była niebezpieczna i poruszaliśmy się powoli, w najgorszym wypadku, część trasy mogliśmy odbyć po zmroku. Powrót, na obecnym etapie, był już niemożliwy.

Wspinając się czułam zmęczenie. To, co pomagało mi posuwać się do przodu, to skupienie całkowite uwagi na tym, gdzie złapać się skał i podciągnąć lub w którym miejscu postawić nogę, aby utrzymać balans. Starałam się też „oszczędzać” w gestach i ruchach – oszczędzałam energię, optymalizując każdy krok.

Nie myślałam o celu – był bardzo daleki i wiedziałam, że po wspinaczce czeka mnie marsz w dół i znowu pod górę… Gdybym myślała ile mam jeszcze do przejścia i ile wysiłku będzie mnie to kosztować, gdybym zaczęła kalkulować i analizować, czy dam radę i czy wystarczy mi sił, myślę, zostałabym tam – w górach, na szlaku… Cała moja uwaga skupiła się natomiast na tym, co „tu i teraz”, nie rozważałam, po prostu siłą woli wspinałam się… W mojej głowie nuciłam, jak mantrę, słowa: I tak dojdę tam, dokąd zmierzam…

Dziś wiem, że to, co pomogło mi wytrwać to:

  • Skupienie uwagi na tym, co tu i teraz – podobnie, jak wtedy, gdy jedziesz samochodem z Poznania do Krakowa. Nie widzisz celu swojej podróży, widzisz tylko trasę, którą oświetlają światła twojego auta i nadal jedziesz, mając pewność, że dotrzesz do celu. W życiu jest podobnie. Możesz wybrać cel i zacząć dążyć do jego realizacji metodą „małych kroków”, skupiając się na wykonaniu tylko jednej czynności dziennie, która zbliża Cię do upragnionego miejsca. Nie zastanawiaj się wówczas, jak daleko/blisko jesteś od tego miejsca, skup się na drodze.
  • Zaufanie do życia i wiara w siebie – zaufałam sobie, ani razu nie zwątpiłam, że dojdę tam, dokąd zmierzam. Ani razu, nie pomyślałam, że może coś się stać – nie straszyłam siebie, byłam świadoma niebezpieczeństwa poślizgnięcia się, czy upadku. Uważałam, skupiłam swoją uwagę na bezpieczeństwie – patrzyłam gdzie stawiam stopy, sprawdzałam, czy stabilnie stoję. Dzięki zaufaniu, że dojdę tam, dokąd zmierzam, towarzyszył mi spokój – moje ciało i zmysły były zmobilizowane, ale nie napięte.
  • Spojrzenie wstecz (wzmacnianie poczucia własnej wartości) – po trudniejszym etapie, zatrzymywałam się i patrzyłam w dół, jak wysoko już weszłam i jaką trasę pokonałam. Patrzyłam też w górę i szacowałam najbliższy etap. W tych momentach odpoczywałam i trochę „nagradzałam” siebie, podziwiając miejsce, w którym jestem i odcinek, jaki przeszłam.

a

  • Cztery małe kroczki (realne cele oraz klarowne zadania) – jak już wspomniałam, idąc nie skupiałam moich myśli wokół pytania, jak sławny Osioł ze Shreka: Daleko jeszcze??. Starałam się nie rozdrażniać niecierpliwością. Myślałam tylko o tym, co najbliżej, o każdym kolejnym małym kroku i krótkim odcinku drogi, który właśnie przebyłam i kolejnym tym, tylko w zasięgu wzroku… Ten sposób myślenia buduje pozytywne emocje i pomaga skupić uwagę na najważniejszym. Nasza energia nie jest zużywana na bezsensowne zmaganie się z własnymi myślami i oporem zmęczenia.

Dzięki temu wyzwaniu i tej bardzo trudnej drodze, udowodniłam sobie, że mogę wiele, jeśli działam z cierpliwością i małymi krokami. Dziś, kiedy brakuje mi sił, często wspominam tę sytuację, zatrzymuję się i buduję dokładny plan mojego działania – realne małe, drobne zadania, które rozliczam co tydzień i sprawdzam, jak wszystko przebiega. W zależności od efektów, modyfikuję zadania. Staram się po przebytym etapie nagrodzić siebie. Przy trudnych i nieprzyjemnych zadaniach, wyznaczam mało przyjemną „karę” 

Zdradzę Wam moją małą tajemnicę dotyczącą motywacji – otóż mam skarbonkę… Wyznaczam REALNY dla mnie termin wykonania zadania, zawsze robię to z zakładką czyli daję sobie trochę więcej czasu, bo nie lubię presji i biorę po uwagę różne „zdarzenia losowe”. Następnie, wyznaczam „karę” – zawsze jest to pewna kwota pieniędzy, którą jeśli nie wykonam zadania, przeznaczam na cel, którego NIGDY w życiu normalnie bym nie wsparła… Jeśli zadanie zostaje wykonane  już uśmiecham się na samą myśl, bo wówczas tę kwotę przeznaczam na coś, co sprawia mi radość i przyjemność. Ta metoda, jak do tej pory, dla mnie jest NIEZAWODNA!!!

k

***

a
A teraz zapraszam Cię do pewnego ćwiczenia. Wyobraź sobie, że po raz pierwszy wspinasz się na ściankę albo idziesz na swoją pierwszą lekcję pływania… Wyobraź sobie, że stojąc na brzegu basenu, zanim jeszcze wejdziesz do wody, powtarzasz sobie w głowie wszystkie cytowane wyżej sentencje: co będzie, jak mi się nie uda?, ja chyba nie nadaję się do tego, nie jestem wystarczająco sprawny, pewnie woda jest zimna, a co będzie, jak okaże się, że jestem najgorszy w grupie? inni nauczą się, a ja nie… Zastanawiam się, jak wpływa to na Twoją motywację do nauki? Co dzieje się wówczas z Twoją energią?
a
Zapraszam

Scena pierwsza

W parku, na zielonej trawce, rozłożony kocyk, koszyk z jedzeniem i piciem… Mama, tata i małe dziecko, pełnia szczęścia – piknik rodzinny. Dziecko ma ponad roczek, może półtora, jest w wieku, w którym uczy się chodzić. Za każdym razem, kiedy szuka rączką wsparcia, aby podnieść się i wstać, słyszy lekko przestraszony głos mamy: „Uważaj Kochanie! Uważaj, bo możesz się przewrócić” „Daj tatuś cię ponosi”…
Dziecko patrzy z ufnością na mamę, wycofuje się i dostrzega radość w jej oczach. Mama już spokojnym głosem: „Posiedź sobie, przyniosę Ci zabawki, a potem pójdziemy na spacer”.
a

Scena druga

Mały Michaś bawi się z tatą klockami. Klocki są fajne widać, że obaj chętnie i z zapałem działają, budując stacje. Michasiowi trudniej idzie składanie i dobieranie elementów, ma małe rączki i potrzebuje więcej czasu na zastanowienie, jak połączyć wszystko ze sobą. Tatę Michasia irytuje jego powolność, chwilami mówi : „Daj synku, tata to zrobi szybciej”. Kiedy Michał pomyli się, słyszy: „Nie, źle, zostaw. Nie umiesz. Daj pokażę ci”… Michaś oddaje klocki tacie i przygląda się, jak tata sprawnie składa samochód.
a

Scena trzecia

Zosia bardzo chce być już duża, jak jej siostra. Postanowiła, że zrobi mamie niespodziankę i ubierze się dziś sama – zakłada ulubioną bluzkę, sweterek i spódniczkę, wciąga rajtuzki…trochę ciężko, piętki jakoś wyszły przodem. Ale nic to, przecież wszystko w końcu udało się, zapina ostatni guziczek i radośnie biegnie na śniadanie.  Mama spogląda na nią i zaczyna głośno śmiać się: „Dziecko, jak Ty wyglądasz? kto Cię tak wystroił??”
a
a

Wnioski wyciągnijcie sami…